sobota, 14 czerwca 2014

Głos zimy cz. I




S
uzan uderzyła o ziemię z głośnym hukiem. Straciła orientację. Podnosząc się z ziemi na nowo musiała przypomnieć sobie wszystkie dzisiejsze wydarzenia. Obraz był zamazany i wciąż wirował jej przed oczami. Tak, nienawidziła portali. Po kilku minutach powróciła świadomość, a wraz z nią złe przeczucia i strach. Gdzie się teraz znajdowała? Powoli podniosła się ze skąpo porośniętej stepowej trawy. Trafiła na teren równinny. Rozejrzała się. Po jej prawej stronie widniał bambusowy lasek – dokładnie taki sam jak ten obok Świątyni Światła. Przypadek? A może Raiden się pomylił i portal wyrzucił nastolatkę zaledwie o kilometr? Gdy spojrzała w przeciwną stronę odetchnęła z ulgą. Uboga, pożółkła wyściółka ustępowała skalistemu pustkowiu, na którym budowały się potężne góry. Wytężyła wzrok i zauważyła, że na ich zboczach spoczywał wybrakowany śnieg. To na pewno nie były Chiny, a przynajmniej nie znajoma okolica nastolatki. Nie miała pojęcia gdzie jest… I to zaczęło jej poważnie dokuczać. Dodatkowo było chłodno, a mroźny wiatr wiejący z gór począł dawać o sobie znać. Dziewczyna spojrzała na swoje ubranie, uświadamiając sobie owoce swojego roztargnienia. Była bardzo słabo ubrana jak na tutejsze zimne rejony. Spódnica do kolan, błękitny bezrękawnik, sandały – nie ochronią ją przed chłodem. . A noce mogą być tu niemiłosiernie srogie . Westchnęła, nie zabrała nic, kompletnie nic na przebranie, nawet koca z pokoju. „No to su…” zaczęła swoje lamenty.  W tym momencie ozwał się cichy tętent końskich kopyt. Dźwięk nasilał się z każdą chwilą, gdy nagle między prześwitami drzew poczęły przemykać nikłe sylwetki jeźdźców.
Nastolatka wzdrygnęła się, zdała sobie sprawę, że nie może dopuścić do konfrontacji, nie wie z kim ma do czynienia. Instynkt podpowiadał jej, że ten moment jeszcze nie nadszedł. Odwracała głowę na wszystkie kierunki, szukając gorączkowo miejsca do ukrycia. Tą jakże beznadzieją sytuację podkreślała forma terenu – stepy. Żadnego drzewa, żadnej kryjówki. Wtem jej oczom ukazał się dość szeroki wystający z ziemi głaz. Suzan wydała z siebie roztrzęsione westchnienie ulgi i rzuciła się w stronę schronienia, padając plackiem w jego cieniu. Ledwo zdążyła.
Nagle, jak na sygnał z zagajnika wyłonił się oddział wojowników pędzących na koniach. Suzan przyjrzała im się wnikliwie. Nikt nie odróżniał się specjalnie ubiorem. Każdy jeździec nosił się w czerni. Ochraniacze, tunika, buty… Jedyne urozmaicenie stanowiła biała maska. Bogini jako, iż znacznie oddalona od traktu, po którym pewnie galopowała grupa, nie potrafiła dostatecznie dojrzeć jej szczegółów. Tylko przewodnik wojowników bezkonkurencyjnie zwracał na siebie uwagę. Dumnie anglezując mknął na białym rumaku. Jego zbroja była tak zasobna w elementy, że przyprawiała Suzan o zawrót głowy. Splendor triumfującego wojownika podkreślało zachodzące słońce odbijające od srebrnego pancerza swe ostatnie promienie. 


Drużyna szybko minęła okolicę skrytki dziewczyny i zdecydowanie skierowała się w stronę potężnych gór na północy. Suzan nie była tym faktem zachwycona. Zaczął jej bowiem świtać pewien pomysł. „Nie jadą tam bez powodu… Tam musi coś być” rozmyślała w duchu. Gdy oddalili się na jeszcze większą odległość wyjrzała pewnie zza głazu czekając na dogodną chwilę. Mocne kopyta zawzięcie cwałowały po coraz bardziej stromej drodze. Wojownik na przedzie przyspieszył tempa. Już znikali za kamienną ścianą. To był sygnał dla nastolatki. Zawahała się, spojrzała za siebie zaciskając pięści.
- Będę tego żałować – burknęła i wyciągnąwszy włócznie z kołczanu jedną ręką i chwytając torbę w drugą, poderwała się do lotu. Prędko minęła niewielkie wzniesienie, za którym zginęli wojownicy. Wtem uderzył w nią przenikliwy, mroźny wiatr. Włosy zjeżyły się, a na całym ciele pojawiła się gęsia skórka. Skuliła się w sobie załamując ręce. Powiew był tak gwałtowny, że bogini ledwo pozostawała w tym samym miejscu. Po chwili wszystko złagodniało i Suzan klnąc pod nosem ruszyła w ślad za oddziałem. Utrzymywała od nich dość dużą odległość, chcąc pozostać niezauważoną. Ilekroć jeźdźcy spowalniali, nastolatka czyniła to samo. Po jakimś czasie dziewczyna zdała sobie sprawę, iż pogoda powoli się psuje. Temperatura drastycznie spadła, wiatr nasilił się, a psotliwe anioły wlały w dolinę gęstą, mleczną mgłę z niebezpiecznie zacinającym śniegiem. Wichura rozpętała się na dobre, podmuch nie pozwolił nastolatce dłużej szybować. Gdy jej gołe nogi zatopiły się po kolana w lodowatym śniegu aż zacisnęła zęby. Nie było łatwo brnąć przed siebie, niedługo potem dotarło do niej, że zgubiła trop i nie wie dokąd zmierza. Nie miała już czucia w rękach, stopach, ani na twarzy. Miała wrażenie, że jej sine usta niemal skamieniały. Wszystko zdawało się być przeciwko niej. Włosy, bezwładnie opętane przez szalejący wiatr smagały jej kark i zasłaniały oczy. „To był błąd..!” Powtarzała sobie w myślach nastolatka. Wtem w akcie rozpaczy podjęła próbę wzbicia się w powietrze i przedostania przez lodowy chaos. Daremnie, gwałtowny powiew tylko szarpnął ją drastycznie do tyłu. Zatopiła się w zdradzieckiej bieli. Słyszała jedynie świst ostrego wiatru. Gardło piekło ją niemiłosiernie lecz w nadziei, że ktoś ją usłyszy wołała o pomoc. Nikt nie odpowiedział. Powtórzyła błagania. Tylko jęczący wicher. Zrezygnowana podniosła się podpierając swą włócznią i krocząc mozolnie do przodu wytężała wzrok w poszukiwaniu jaskini. Nie spodziewała się, że ktoś usłyszał wołania.

Wojownik na przedzie zatrzymał się. Grupa posłusznie uczyniła to samo. Nasłuchiwał wśród gęstej mgły.
W zbroi tajemniczego bojownika dominowała biel i czerwień. Twarz zakrywała złowroga maska kształtem przypominającą czaszkę. Cały strój posiadał wiele elementów i detali, które jeszcze bardziej umacniały obserwatora w przekonaniu, że postać go nosząca sprawia wrażenie zagadkowej i niedostępnej. Na barkach i biodrach jegomościa osadzone były kołczany na cztery miecze. Zwieszały się z nich łańcuchowate „ogony” zakończone czymś w rodzaju przylegających do siebie zakrzywionych, topornych głowni noży, które unosiły się kilkanaście centymetrów nad ziemią podrygując przy tym delikatnie. Dało się także zauważyć wiele zapożyczeń z ubiorów noszonych przez dawnych samurajów. Mimo to pancerz wyglądał oszołamiająco i  nowocześnie. Największą jednak uwagę przyciągały jego oczy. Świeciły rażąco zielonym, niemalże fluorescencyjnym światłem.
Po krótkiej chwili odwrócił swego konia i bez słów przekazał towarzyszom, iż dalszą drogę muszą pokonać sami. Pierwszy wojownik z brzegu wyszedł przed zbiorowisko.
- Igzust! – ryknął wyciągając rękę przed siebie. Grupa pognała za nowym przewodnikiem porzucając ich dawnego lidera. Ten nie oglądając się za siebie, mimo wyraźnych protestów swego konia obrócił się i pogalopował przed siebie.


Suzan coraz bardziej poddawała się szalejącej wichurze. Chwiejąc się na nogach, oddychała powolnie i płytko. Nawet bogowie, szczególnie ci śmiertelni są narażeni na wychłodzenie i mimo swoich najróżniejszych mocy, nie potrafią temu przeciwdziałać. Nastolatka miała dość. Czuła, że jeśli nie znajdzie zaraz schronienia – padnie i nigdy więcej nie powstanie. Wtem wyprostowała się jak struna. W mętnej mgle zarysowała się postać cwałująca na koniu. Jak na razie znalazła tylko kłopoty. Serce zabiło mocniej, a nogi ostatni raz przygotowały się od wielkiego wysiłku. „To na pewno jeden z nich!” Uświadomiła sobie „Idiotka ze mnie! Po co ja się tak darłam?!”. Poderwała się do biegu, tonąc w grubej warstwie białego puchu. W pewnej chwili prawie skręciłaby sobie kostkę, wpadając w małe zagłębienie. Biegnąc, świst w uszach nasilił się niesamowicie. Włosy niczym falująca, atramentowa flaga powiewały na wietrze. Wtem potknęła się po raz kolejny. Powstając uświadomiła sobie, że prócz wichru słyszy coś jeszcze. Śnieg w oddali skrzypiał cyklicznie, jakby ktoś pędził… na koniu. Chrup, chrup, chrup..! Nie miała zamiaru się odwracać, jak umrzeć  to odwróconym do śmierci plecami. Biegła na złamanie karku niemalże skacząc między śnieżnymi wydmami. Chrup, chrup, chrup!  Mroźne powietrze wdzierało się w jej usta, bezlitośnie piekąc w gardło. Usłyszała wołanie. To wojownik coś do niej krzyczał. Zdanie było bardzo zniekształcone, pewnie przez jazgoczącą wichurę. Koniec, nie miała już sił. Włócznia i torba opadły na puch. Zaraz po nich sine kolana Suzan. Jeszcze na klęczkach kątem oka nastolatka zauważyła zatrzymującego się wojownika. Zsiadł z białego rumaka i wyciągnąwszy miecz ruszył w jej stronę. Więcej nie było dane jej zobaczyć. Upadła twarzą prosto w okalający ziemię śnieg, który wydawał się coraz cieplejszy. Jej oddech był szybki, serce jednak pracowało coraz wolniej. Nie słyszała już nic. Tylko cykliczne: Chrup, chrup, chrup…


Koniec części pierwszej
CDN.
 A wiecie co jest najśmieszniejsze? Przez miesiąc tkwiłam w miejscu nie mogąc zebrać weny. Aż tu nagle pod naciskiem obejrzanego przedwczoraj filmu napisałam rozdział z dnia na dzień. Muszę częściej oglądać X-Menów. x]
Czekam na Wasze opinie. :3
Ciekawe jak przyjmiecie drugą część...
Tak więc: komentujcie, obserwujcie, mała, magiczna ikonka! :>
Pozdrawiam Ekoni.

4 komentarze:

  1. Super, czytałam z zapartym tchem! Strasznie wciągające, więc oglądaj X- Menów i pisz dalej! :D
    No i ten nowy, magiczny wygląd bloga... ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo... Cieszę się, że część się podobała, aczkolwiek... Ja nie jestem z niej jakoś szczególnie zadowolona. ;)
      *X-Men Power!* XD
      Chwała Jill! Mnie on też bardzo, ale to bardzo przypadł do gustu! <3 Nawet ta dziewczyna w nagłówku wgląda prawie jak Suz. :D

      Usuń
  2. Przeczytałam! Tak wiem jestem okropna możesz mnie teraz zgnoić, zasłużyłam sobie na to. Jestem pod wielkim wrażeniem bogatego słownictwa. Moje prymitywne opowiadanie się przy tym chowa xD Co tu mogę ci jeszcze napisać .. hmm moment zgrozy naprawde świetnie opisany, nie jest nudny brniesz czytasz dalej aby tylko wiedzieć co się stanie, a na samym początku : Boże, co się dzieje? Co teraz? Lider grupy bardzo mi się spodobał, będę bardzo rozczarowana jeżeli będzie to jakiś shrek z grzybem na twarzy. Cóż.. nie moja wina, że ja tak bardzo lubię takie romantyczne rzeczy. Ugh wydało się.. Ale nikomu nic nie mów bo zabije! Znajdę sobie kogoś, to może mi minie xD Dobra, dość. Rozdział ogółem super, pisz dalej. Za twoją wenę trzymam kciuki <3 Twoja nieposłuszna, dziwna, wkurzająca przyjaciółka. ( nie wiem po co ten podpis, ale jak zaczęłam go pisać to niech sobie będzie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wreszcie się ukazałaś z gęstniejącej mgły... XD Haha, z tym grzybem na twarzy mnie dobiłaś. x] Nie, nie i tak już Ci na czacie za dużo zdradziłam, ale jeszcze raz powtarzam: będzie z niego ciacho i to nie byle jakie. :P Ale koniec! Już nic nie powiem więcej. x] A romantyczne sceny będą tyle, że niezbyt wiem jak się za to zabrać. XD Jak przyjdzie na to czas to pójdę do Ciebie na poradę, bo pamiętam, że fajnie Tobie idą te sprawy. ;)

      Usuń

Komentuj z głową.
Nie obrażaj mnie, ani innych użytkowników.